Jesteś tutaj:

Po kądzieli - kolejne spotkanie

Data: 06.11.2018 r., godz. 00.00    1027
Dnia 28 10 2018 roku, z inicjatywy Pani Dyrektor Anny Bielickiej, odbył się kolejny, bo już trzeci, panel autorskiego projektu Majki Schabenbeck z serii „ Po kądzieli“.

Uroczystość Stuletniej Rocznicy Zdobycia Praw Wyborczych Kobiet nadal trwa i my kontynuujemy świętowanie. PBP w Otwocku, pod czujnym okiem pani Dyrektor, i tym razem, sprawdziła się na medal jako miejsce akcji tych niezwykłych spotkań Kobiet. W bibliotece kręcone są pewne sceny „ M jak Miłość“, a my stworzyłyśmy nowy odcinek naszego serialu „ Po kądzieli“ pt „K jak Książka“ i działo się, że aż „miło“ - tylko bez „-ść“ ! ;-) Ale okazało się, że czego jak czego, ale miłości szanownych Gościń nie trzeba uczyć. A tej do książek, jaką każda z nich czuje, nie da się nie zauważyć. Okazało się, że w życiach Pań, romans z Książką, jest tak duży, jak ich piękne kobiece serca, głodne miłości, ważnych, ciekawych i tajemniczych treści. I choć czasem trudno nam zaadresować czułe słowa do nas samych, kochamy intymność, jakiej doświadczamy we własnym towarzystwie w czasie lektury, której dedykujemy tak chętnie nas czas. Dla niektórych z nas ( nie będę zdradzać kogo ;-) ) owa szczególna miłość, rozgrzewa się do czerwoności, kiedy przeżywamy ją w czasie przebywania w świecie krótkiego opowiadaniach, dla innych, kiedy konsumuje się pomalutku na setkach stron powieści. Każda z nas ma swoje preferencje. Mój lekki ton pikanterii w te coraz chłodniejsze dni, może rozgrzeje co po niektóre osoby. Gdyby to, co tu się działo, usłyszeli mężowie Pań uczestniczących w panelu, kto wie, jak by to się skończyło! ;-) Jasna konkluzja pojawiła się na koniec: Książka jest Kobietą, bo Kobieta kocha Książki! A może nawet - wbrew temu, co śpiewała Marilyn Monroe - bardziej od diamentów! ;-)

Gościniami panelu były: Pani Anna Bielicka, Pani Ewa Koc, Pani Agnieszka Zaleska, Pani Monika Zalewska, Pani Krystyna Obara-Morawska i Majka Schabenbeck, czyli moja skromna osoba - jako prowadząca.

Z okazji tej wyjątkowej rocznicy i pierwszego jesiennego panelu Pani Dyrektor Anna Bielicka, postanowiła dodatkowo zrobić czytelniczkom i czytelnikom małą niespodziankę. Z tego powodu zwróciła się do mnie z prośbą, bym przeprowadziła rozmowę z najstarszą stażem bibliotekarskim pracowniczką PBP, którą jest Pani Ewą Koc. I tak, z wielką przyjemnością, zapraszam Państwa do, jak to nazwałam: „slow lektury“ na jesienny wieczór. Właśnie uzyskanie Równych Praw Wyborczych Kobiet, pozwoliło nam godnie pracować i zademonstrowało wszystkim, jak niezastąpiony jest nasz wkład w każdym sektorze życia. Móc rozwijać nasze talenty bez uprzedzeń, dyskryminacji i szykan oraz otrzymywać za to wynagrodzenie, było wielkim darem, jaki zostawiły nam po sobie Działaczki Ruchu Wolnościowego Kobiet. Nie stało się to jednego dnia, ale rok 1918 był na pewno wielkim przełomem w historii. Odważne i dzielne Kobiety, które nas poprzedziły, przez lata torowały nam trudną i wyboistą drogę ku naszej lepszej i sprawiedliwszej przyszłości. Dodatkowo, w kontekście panelu poświęconego Książce, to idealna okazja by w luźnej konwersacji poruszyć te i inne tematy. Rzetelność i najwyższa fachowość Pani Ewy Koc w dziedzinie bibliotekarstwa, jest znana i bezsprzeczna. 100 lat temu żadna z nas nie miałaby szansy, by oficjalnie wypracować sobie taką karierę profesjonalną. Mogła rodzić, sprzątać lub tylko modlić się o przeżycie. Zniszczenia jakie spowodowali mężczyźni, w naszej jakże ciasno splecionej ze sobą ludzkiej rodzinie, jeszcze długo będą ich wstydliwą kartą w historii. Ujawnia ona niezrozumiały lęk, który ich prześladuje, proporcjonalny do prześladowań jakie skierowali przeciwko nam. To był i jeszcze często jest dzisiaj, niepotrzebny i irracjonalny strach, rozpoznawalny w ich zachowaniach. Przybiera on różne formy i rodzaje przemocy, wobec tej pięknej istoty, która ich kocha i przynosi na ten świat - KOBIETY. Konsekwencje tego, że bezprawnie zagarnęli sobie na tyle set lat nasz wspólny świat dla siebie i własnej wygody, do dzisiaj nęka nasze społeczeństwo. Ostatnie 100 lat przyniosło na szczęście kolosalne, długo oczekiwane zmiany. W interesie wszystkich, zarówno mężczyzn jak i kobiet, dbajmy o to, by historia się nie powtórzyła. Należy również pamiętać, że wśród męskiej populacji od zarania dziejów istnieli światli i inteligentni Panowie, którzy nie zgadzali się z panującymi prawami. Wspierali oni kobiety, na ile to było możliwe, oraz solidaryzowali się z nim,i rozumiejąc, jak niezasłużenie krzywdzący był świat, w jakim musiały żyć. Pragnę im za to, w imieniu wszystkich kobiet, podziękować.

MS - Pani Ewo, w tym zabieganym świecie to szczególna okazja by móc spotkać się z Panią i chwilkę spokojnie porozmawiać. Dziękuję również za przyjęcie zaproszenia na nasz panel. Dzisiejsze Gościnie Pani Dyrektor Anny Bielickiej zachwyciły mnie tym, jak bardzo kochają książki. Debata była niezwykle interesująca, a ilość cytowanych tytułów i anegdot, przekracza możliwość zamieszczenia ich w tym tekście. Tego się nie da powtórzyć!

EK - Tak, spotkanie było bardzo udane. Dziękuję za zaproszenie. Dla mnie, bez użycia słów miłości, trudno rozmawiać o książkach.

MS - 40 lat życia spędzone w bibliotekach, to więcej niż praca. Czym zaczarował Panią świat książek by zadedykować im większość swojego życia?

EK - Wiele wydarzyło się w moim życiu prywatnym, zawodowym jak i w naszym kraju. Książki pomagały zrozumieć siebie i świat.

MS - Wyliczyłam, że to około 70 400 godzin życia spędzonych w świecie myśli szczególnych ludzi, artystów, naukowców i oczywiście czytelników. To tak nieskończenie rozległa choć niewidzialna rodzina, jak nieskończone jest jej nienamacalne bogactwo.

EK - Czas szybko leci, jak się robi to, co się kocha. Książki to moja pasja i pracować wśród nich to dla mnie realizacja mojego marzenia. To moja druga rodzina. Pierwsza to dwóch synów, synowa (za córkę, której nie miałam) i dwie piękne wnusie ukochane ponad wszystkie pieniądze.

MS – Pięknie Pani mówi o swojej rodzinie. Tak, to wielka rzecz znaleźć w życiu to coś, z czym nigdy nie czujemy się samotni. A już szczególnie, gdy dotknęły nas bolesne doświadczenia.

EK – Tak. Książki to moje wierne przyjaciółki i lojalni przyjaciele, czy to nie wystarczy by je za to kochać?

MS - Ale w tym zawodzie, jak wiemy, fortuny się nie robi. Czym więc świat książek zasłużył sobie na taką wierność i oddanie w czasach, w których króluje pogoń za tzw „kasą“ i powierzchowny sztuczny ekshibicjonizm?

EK - Przyznam, że z pensją bibliotekarską, w budżecie domowym pieniędzy często brakuje, ale, czy miłość nie wybacza wiele? Znam ludzi, którzy pracują robiąc coś, czego nie lubią, a zarabiają podobnie. Ja przynajmniej miałam tę satysfakcję, że codziennie, od niespełna 40 lat, jechałam do pracy z przyjemnością. A bywało, że zabierałam ją do domu. Myślę, że nie zawsze pogoń za pieniędzmi wnosi lepsze wartości do naszego życia. Natomiast podwyżka – czemu nie? ;-)

MS - Podoba mi się Pani żartobliwy ton! W dzisiejszych czasach ludzie często zmieniają prace bo szukają też swojej życiowej pasji. Kiedy Pani znalazła swoją?

EK - Moja pasja do książek zaczęła się na bardzo wczesnym etapie mojego życia. Od kiedy pamiętam, czytałam książki. Już od dziecka były moim ulubionym towarzystwem. Moje życie prywatne było niełatwe i niezbyt kolorowe. Okładki książek też nie były tak atrakcyjne jak dzisiaj. Jednak treści zawarte w nich potrafiły pozwolić mi zapomnieć o problemach choć na chwilę. Nasze małe rodzinne mieszkanko, w czasie lektury, zamieniało się w zamek, prerie, piramidy. Dzięki nim mogłam podróżować wszędzie, poznawać ludzi, być, kim chciałam - prawie jak aktorka. Dodam, że zacięcie aktorskie też miałam w młodości. W książkach znajdowałam otuchę, ucieczkę od smutków życia, rozrywkę a nawet rady jak się z czymś uporać a nie zapłakać na amen.

MS – Nasza dzisiejsza Gościni, Pani Monika Zalewska, pamięta czasy kiedy z Panią tańczyła w zespole tanecznym. To dopiero jest rodzynek dla naszych czytelniczek/ków! Pozory mogą bardzo mylić! Ja, jako artystka, zawsze widziałam w Pani wiele niewypowiedzianych słów. Tym bardziej się cieszę, że tu nas nikt nie goni i możemy uchylić choć parę rąbków historii Pani życia.

EK – Życie nigdy nie jest biało czarne, choć chwilami tak się wydaje. No cóż, aktorstwo, taniec, książki, sztuka, muzyka… Świat kreatywności ludzkiej umie czarować nasze życie i dlatego działa jak magnes. Trzeba mieć tylko na to czas, którego oczywiście najczęściej brakuje.

MS – Wystawa moich obrazów w siedzibie PBP była, według wielu wizytujących, bardzo udanym i pięknym urozmaiceniem życia w bibliotece. Przyjęłam z radością zaproszenie Pani Anny Bielickiej do jej realizacji. Menadżerska intuicja Pani Dyrektor okazała się słuszną. Ale artystyczna działalność w PBP nie kończy się na mnie. Uczestniczka dzisiejszego panelu, Pani Krystyna Obara-Morawska, oprócz życia profesjonalnego, od lat pisze poezje i śpiewa, artystyczny talent Pani Moniki Zalewskiej umie dodać kobietom uroku jak magiczne wisienki tortom, Pani Agnieszka Zaleska jest ekonomistką z wykształcenia i nie ma takiego śmiałka, który by się oparł jej perswazji i opuścił mury biblioteki bez choćby jednej książeczki pod pachą! Nie bójmy się przyznać, że jesteśmy w czymś utalentowane. Ale też chwalmy innych, nie koniecznie tylko własne dzieci i mężów. Podejmuję na okoliczność to wyzwanie, żeby pokazać, że od tego się nie umiera i z nadzieją, że cenzura tego nie odgryzie! ;-)

EK – Pani poczucie humoru dodaje rumieńców naszej rozmowie, ale nie dlatego, że zawstydza nadmiarem komplementów. Uczmy się ich nie bać, jeśli są zasłużone.

MS -W pełni się z Panią zgadzam. Wracając do książek. Jak je Pani kiedyś zdobywała? To przecież nie było łatwe?

EK - To prawda. Ciężko było je kupić. Pamiętam te encyklopedie, książki kucharskie, książki dla dzieci tylko „spod lady”. Ale była też biblioteka. Pożyczałam bardzo dużo książek - na karty całej rodziny. Wówczas książki były pełne zagiętych różków, plam po mleku, kawie czy zupie. Widać było, że każdy moment jest dobry na lekturę. Może sama nawet się do nich przyczyniałam, ponieważ jako nastolatka lubiłam niestety czytać przy jedzeniu.

MS – Tu, z nadzieją że szanowne Gościnie mi wybaczą, zdradzę tajemnice, że wszystkie Panie przyznały się, że miały ten „ grzeszek “ na sumieniu! ;-) Ale czyż może być lepsze wytłumaczenie na oblizanie paluszków po pączusiu, jak nie potrzeba przewrócenia karteczki książki na następną stronę?! Dodam jednak, że Pani Ania Bielicka zapewniła nas, że w jej wypadku, to już przeszłość, i że podejmowane przez nią latami nadludzkie wysiłki zdyscyplinowania się -zakończyły się sukcesem! ;-)

EK - I ja taki sukces mam na swoim koncie- aż sama nie wierzę temu, co mówię!
Kiedyś najbardziej kochałam te najstarsze książki i najbardziej „ sczytane“. Dzisiaj dostęp do nich jest łatwy, są śliczne, choć często drogie. Dobrze, że biblioteka to skarbnica możliwości dla każdego.

MS - Czy to była Pani jedyna pasja?

EK – Nie. Był też czas, kiedy marzyłam również o polonistyce. Szlifowanie oraz poznawanie naszego pięknego rodzimego języka było zawsze dla mnie bardzo intrygujące i fascynujące. To były moje dwie dominujące pasje i do dzisiaj harmonijnie się splatają. Tak, miałam szczęście. Dzisiaj rozumiem, jak to źle nie wiedzieć, co się chce robić w życiu. Bardzo współczuję takim ludziom.

MS - Nie została Pani jednak polonistką.

EK – Nie. Już jako dziewczyna zaczęłam pracę w bibliotece. Szybko poczułam, że to jest to i, kontynuując pracę, ukończyłam studia bibliotekarskie. Dziś wiem, że to był dobry wybór.

MS - Ilu było mężczyzn na Pani roku, a ile kobiet?


EK - Z tego co pamiętam 4 mężczyzn na 30 kobiet.

MS - A jak wygląda dzisiaj statystyka czytelniczek versus czytelników?


EK - Średnio 2/3 czytelniczek na 1/3 czytelników.

MS - Słysząc to, aż trudno uwierzyć jak długo kobiety musiały czekać by wywalczyć sobie dostęp do książek i móc zacząć je pisać. Myśli Pani, że wystarczająco dzisiaj jesteśmy wdzięczne/i tym, które 100 lat temu poświęciły często swoje życie by dać nam tę wolność?

EK - Mało się o tym mówi, a jeszcze mniej myśli. Nowe pokolenia przyjmują rzeczy tak, jakby były dane od zawsze. Nie zdają sobie sprawy, jak długo musiałyśmy czekać i walczyć by uzdrowić ten niesprawiedliwy anachronizm świata patriarchalnego. A i dziś przecież często mamy do czynienia z niesprawiedliwym traktowaniem kobiet: czy to w rodzinach, czy na rynku pracy.

MS – Niemożnością jest dzisiaj wyobrazić sobie świat bez literatury napisanej przez kobiety. A jednak niewiele brakowało, by nic się nie zmieniło. Wiele kobiet godziło się z tym starym stanem rzeczy bez oporu jeszcze 100 lat temu. Te które podjęły walkę były w sumie małą grupą.

EK - To smutne. Ta rocznica jest bardzo dobrą okazją, żeby o tym przypomnieć. Przydałoby się więcej okazji na takie inicjatywy. Dzisiaj nawet same kobiety nie wykazują solidarności w walce o własne prawa. To dla mnie niezrozumiałe i niepokojące.

MS - Mój autorski projekt pt „ Po kądzieli“, który realizuję z Panią Anią Bielicką na terenie biblioteki wspólnie z zaproszonymi na panele Gościniami, cieszy się dużą popularnością na waszej www. Bardzo mnie to cieszy i napawa optymizmem. To moja mała cegiełka w budowaniu świadomości o której pani mówiła.

EK – Należy działać, co do tego nie mam wątpliwości.

MS - Prawa wolnościowe zawsze trudno zdobyć, ale bardzo łatwo je stracić. Jaką wartość wniosło do naszego życia, Pani zdaniem, słowo pisane przez kobiety? Było ono potrzebne naszej cywilizacji? Mężczyźni twierdzili, że kobiety się nie nadają do myślenia tylko do rodzenia. Jak bardzo był to zły „żart“ i dowód ignorancji oraz arogancji tych którzy głosili takie propagandowe pseudo teorie?

EK - Strach i ignorancja to bardzo źli doradcy. Mężczyźni pokazali, jak boją się kobiecej wizji świata. Autorki piszą świetnie i na każdy temat. Wiele z nich, na arenie międzynarodowej, dzięki swoim wielkim talentom, dostępuje najwyższych honorów. My kobiety widzimy świat inaczej, może głębiej czy szerzej. Kobiety też kochają czytać książki i sięgają po nie częściej od mężczyzn. Nie do wyobrażenia jest dla mnie biblioteka bez ich dzieł. Biblioteka jest pełna kobiet. Ale świat literatury należy na równi do kobiet jak i mężczyzn. Nie może być inaczej.

MS - W pełni się z Panią zgadzam. W czasie dzisiejszego panelu zadałyśmy sobie pytanie, czy: Książka jest Kobietą? Nasze Gościnie, przy okrągłym stole pełnym książek autorstwa kobiet i o kobietach, opowiadały, jak ważną częścią życia są one dla każdej z nich. Ilość tytułów, jakie wymieniły, przerosła moje oczekiwania. Pozwolę sobie tu dodać informację dla zainteresowanych, że biblioteka w chwili obecnej dysponuje również do użytku wewnętrznego pozycją w języku Braille'a. Pani Dyrektor demonstruje ją na jednym z zamieszczonych zdjęć.

EK - Dodam tylko, że nie należy ona do naszych stałych zbiorów, jest częścią wystawy poświęconej "Małemu Księciu" z którym obchodziliśmy w tym roku 5 lat istnienia biblioteki powiatowej. Tak. Książki to dla większości kobiet nieodzowna część życia. Jeśli nie czytają, to najczęściej jest tego jakiś ważny powód. Wiele jest jeszcze takich miejsc na mapie, gdzie dostęp do książek jest nie tylko trudny, ale też niemożliwy.

MS - W świecie obnażonym już prawie ze wszystkiego, może tylko w książkach dzisiaj jeszcze można znaleźć magię i intymność? Czy zgodzi się Pani ze mną?

EK – Zdecydowanie tak. Czytanie książek to bardzo intymny proces, gdy czytamy sami sobie, ale i czytanie na głos jest bardzo wartościowe, jak twierdzą psychologowie i to nie tylko dla dzieci. Choć właśnie czytanie bajek w dzieciństwie pozostawia niezapomniane wspomnienia na całe życie. Ten kontakt z książką, zapach farb i świeżego papieru, ale i z treściami utrwalonymi na nowoczesnych nośnikach. Bo najważniejsze, by czytać dzieciom od najmłodszych lat. Czytelnictwo w pierwszej kolejności zaszczepiają w dzieciach rodzice. I babcie - jak ja! ;-). W naszej bibliotece mamy duży wybór literatury dla każdego czytelnika. Każdy znajdzie coś dla siebie by owej intymności zaznać. Znamy nasze pozycje i ciągle kupujemy nowe, również nowinki pojawiające się na rynku, o których sygnalizują nam czytelniczki/cy. Staramy się też dużo czytać, by lepiej doradzać w wyborach literatury.

MS – Pani Dyrektor przyznała się w trakcie panelu, że w czasie jej ostatniego pobytu w sanatorium przeczytała 7 książek! Nie zapytałyśmy się z grzeczności czy zdążyła na jakiś zabieg, ale jako że wróciła piękna i zdrowa - każde dodatkowe pytanie jest tu zbędne! ;-)
Pani Ewo, ludzie czasami w komentarzach wyobrażają sobie Pani pracę jako nudną, dla mało atrakcyjnych kobiet. Ja w bibliotekach poznałam osoby o różnych interesujących osobowościach. Niektóre były obdarzone mile widzianym poczuciem humoru. W tej placówce jest również mężczyzna. Czy to więc przestarzały stereotyp? Jak Pani może to skomentować?


EK - Nie boję się takich pytań. Pomimo komentarzy tego typu, nigdy nie zamieniłabym pracy w bibliotece na inną. Moje koleżanki i koledzy „ po fachu“ to przeważnie ciekawe i życzliwe osoby. Jednak wszyscy jesteśmy ludźmi. Mamy lepsze i gorsze dni. Jak to w życiu. A, że nie paradujemy w szpilkach, pląsając nerwowo wokoło szefów w miniówkach i pełnych makijażach, jest, moim zdaniem, atutem naszej pracy. Na ogół też nie cierpimy na bulimię, ani anoreksję, co w dzisiejszych czasach, można poczytywać za sukces.
Jeśli jednak zdarzyło się Państwu trafić na jakąś wyjątkowo nieciekawą osobę, to wiedzmy, że podobnie może być i w banku, i w sklepie i w każdym innym miejscu.

MS – Doceniam Pani żartobliwy ton. Mój artykuł, odnośnie drugiego panelu pt „ Logos“ , który odbył się niedawno temu w bibliotece, podkreśla jak ważną role pełni jakość komunikacji w społeczeństwie. Warto się z nim zapoznać. Kiedyś istniały książki skarg i zażaleń. Ja, jako czytelniczka i artystka współpracująca z PBP, miałabym do niej wpis odnośnie jednej z Pani koleżanek i nie jest to Pani Agnieszka. Niejednokrotnie wykazała się jaskrawym brakiem profesjonalizmu, co dla mnie, jako osoby wizytującej, było bardzo przykre, kłopotliwe i uciążliwe - a przede wszystkim niekonstruktywne. Jak widać, klient może w sposób kulturalny i merytoryczny zasygnalizować swoje niezadowolenie, a nie rozpowszechniać w sieci anonimowe hejty. Czy to coś efektywniej zmieni, pozostaje otwartym pytaniem? Irracjonalne antagonizowanie działalności czy kariery kobiet przez kobiety, jest jeszcze ciągle nie rozwiązanym problemem wśród nas. Ale nie można oceniać wszystkich po jednej osobie. Proszę dalej opowiadać. Możliwość obalenia stereotypu bibliotekarki, to też taki mały wpis, tylko w innym kierunku - dla opinii publicznej.

EK – To szczęście, że nie musimy, a wręcz nie powinniśmy, dla przykładu stukać szpilkami zakłócając cenny spokój naszym czytelniczkom i czytelnikom. Nosimy je, jak chcemy, w życiu prywatnym. Nie rywalizujemy z naszymi gośćmi przed lustrem, ale zapewniamy im komfort i wygodę. Mogą odwiedzić nas w piżamie i lokówkach na głowie, a my zaoferujemy im piękną lekturę do poduszki z życzeniami dobrej nocy.

MS - Pani odpowiedź jest dowodem na to, że bibliotekarki nie są nudne i potrafią nazwać rzeczy po imieniu.

EK – Nie należy mylić spokoju z nudą. Nasza praca wymaga dużej elastyczności, a zarazem rzetelności. Studentom pomożemy ciszą skoncentrować się, szukających - zapoznamy z literaturą, która poprowadzi ich na nowe terytoria poznawania. Nasze wystawy i inicjatywy, poświęcone znanym lub mniej znanym, ciekawym ludziom ucieszą jeszcze innych. Zapraszamy wszystkich.

MS - Czytanie książek edukuje i rozszerza zrozumienie natury ludzkiej. Na dzisiejszym panelu wszystkie Panie wykazały zainteresowanie psychologią, potrzebą przekazu tradycji rodzinnych, historii wielkich miłości, usprawniania życia dla zdrowia i szczęścia. Czy te sektory życia to nasza domena, czy po prostu szukamy tego, czego nam brakuje najbardziej w życiu.?
EK – Myślę, że to i to. Dla mnie życie było i jest trudnym doświadczeniem. Wiedza, jaką zdobywam w pracy bardzo mi pomaga. Wdzięczność jaką za to czuję, niweluje frustrację wynikającą z tego, że czasem ludzie nie doceniają mojej pracy. Może trzeba coś stracić, żeby docenić?

MS – Śpieszę więc od razu wyrazić podziękowanie w moim imieniu, jak i tysięcy innych czytelniczek/ów, za pani 40 letnią pracę. Bez takich ludzi jak Pani, utrzymanie przy życiu tych jakże ważnych i bezcennych placówek byłoby niemożliwe.

EK – Dziękuję. Każdy lubi być doceniony, za to co robi. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, ile wysiłku i czasu wymaga zrobienie czegoś, co pozornie wygląda na łatwe i oczywiste. Radzę spróbować, żeby się przekonać.

MS – Ja też. Do tego słowo „dziękuję“, niedługo będzie można wykreślić z polskiego słownika jako wymarłe, a „przepraszam“, jest następne w kolejce. Widzę to na każdym kroku. Zoo dla takich wymierających słów stanie się wkrótce atrakcją dla marzycieli i niedocenionych frustratów. Na ironię losu, staniemy się nimi wszyscy.

EK – Takie Zoo to ciekawa wizja artystyczna. My w bibliotece natomiast musimy twardo stąpać po ziemi.

MS- Zmieniają się pracownicy, zmieniają się dyrekcje i czytelnicy, ale każdy dba na swój sposób byśmy nie stracili tych, jak ja to nazywam „ Świątyń Myśli Ludzkiej“. Pewnie wyczuwa Pani moją pasję do bibliotek?

EK - Oczywiście. Nasza praca jest zespołowa i każdy jest ważny. Każda biblioteka ma w swojej historii zastępy ludzi, którzy ją tworzyli, dbali o jej przetrwanie i wysoką jakość. Takie osoby były przede mną i będą po mnie.

MS - Może wróćmy jeszcze na chwilę do poprzedniego wątku. Mówiła Pani w tym lekkim tonie, który bardzo mi się podoba.

EK - Uchodzę zwykle za osobę nadmiernie poważną, ale podobno zyskuję przy bliższym poznaniu. Nauczyć się dystansu do życia to trudna lekcja, szczególnie kiedy rzadko nas rozpieszcza

MS – Idzie Pani całkiem nieźle! Rozmowa z Panią to przyjemność.


EK – Nawzajem. Dla mnie w bibliotece wszyscy są równi. My, jako pracownicy zapraszamy do nas i miss Universum, i niepełnosprawnego przedszkolaka, czy emeryta, który cierpi na bezsenność. Tu nikt nie będzie nikogo krytykować i osądzać. I tak ci, którzy nas osądzają, nie rozumieją tej fundamentalnej reguły, jaka obowiązuje tu dla dobra wszystkich. Często używam liczby mnogiej, ale oczywiście przede wszystkim mówię za siebie. Prawie 40 lat pracy tego mnie nauczyły. W bibliotece czytelnicy nam nie przeszkadzają, jak niektórym klienci niekupujący czegoś w sklepie. U nas są szanowanymi gośćmi i tak ma być. Jeśli któraś z koleżanek lub kolegów tego im nie okazują, to nie wykonują swojej pracy taj, jak powinni.

MS - Pani słowa to dobra reklama dla PBP. Grzeczność, tolerancja, dyskrecja czy akceptacja to coraz większa rzadkość w naszym świecie opartym na wszelakich gadżetach technologicznych, portalach społecznościowych i przemocowej, a nawet czasami histerycznej pseudo „asertywności“. Ludzie niestety wszędzie szukają okazji żeby się pokłócić i tworzyć konflikty. Myślę, że już nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

EK - Jeśli ktoś porównuje bibliotekarki i bibliotekarzy do photoshopowych kukiełek z kolorowych magazynów, znajdując w tym wytłumaczenie dlaczego nie czyta, to rozumiem. Do wszystkiego w życiu trzeba dojrzeć. Nasze drzwi są zawsze otwarte dla czytelników, tych którzy są z nami dzisiaj i tych którzy przyjdą jutro. Internet zmienił relacje międzyludzkie, niekoniecznie na lepsze. Ale kto umie dzisiaj żyć bez niego? To jest cena jaką płacimy za często opacznie rozumiane słowo „wolność“. Ale to iluzja. Pisanie hejtów nikogo nie uzdrowi.

MS - Kiedyś wystarczała kultura osobista, żeby się dogadać. Dzisiaj, w erze internetu, wulgaryzmy i przemoc werbalna wydaje się nie do opanowania. Jak sobie z tym problemem Pani radzi w bibliotece?

EK - Urażanie ludzkich uczuć stało się bezkarne. Całe szczęście w bibliotece gościmy zwykle miłych ludzi. My sami dbamy o to, by takie zachowania nigdy nie miały u nas miejsca. Zapewniamy bezpieczeństwo nie tylko dlatego, że odwiedzają nas dzieci i młodzież. Istnieje precyzyjny regulamin i każdy musi się dostosować i zachowywać według ustalonych zasad.

MS – Personalnie odczuwam wręcz głód takich miejsc. Dzisiaj, moim zdaniem, biblioteki nabierają jeszcze większego znaczenia, chociażby z tego powodu, o którym właśnie Pani wspomniała. Cieszy mnie też, że coraz częściej w działalność biblioteki wplatane są też różne ciekawe inicjatywy. Na przykład, Pani Dyrektor Anna Bielicka, aktualnie eksperymentuje wiele nowych pomysłów, które są miłą niespodzianką dla nas czytelników i nowymi doświadczeniami dla pracowników – choć zauważyłam, że czasami spotykają się z ich oporem. Jak to się mówi: przyzwyczajenia są drugą naturą człowieka. Ja osobiście bardzo się cieszę z tych innowacji.

EK – Rozumiem o czym Pani mówi i nie jest Pani jedyna. Ludzie wrażliwi, kochający ciszę i skupienie, znajdują się dzisiaj w potrzasku. Biblioteka to raj dla takich osób. Wartościowa rozrywka jest również mile widziana i stanowi też naszą ofertę. Ja nowe wyzwania przyjmuję bardzo chętnie, dlatego moja praca jest tak wyjątkowa, choć jednocześnie mało doceniania.

MS - Ludzie przyzwyczaili się, że mogą robić wszystko, co chcą, zapominając, że ich wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się innych. Te nietaktowne, przepełnione nienawiścią i złośliwością komentarze to jakaś plaga. Wielu młodych ludzi z ich powodu popełniło samobójstwo. Lektura książek nigdy nie doprowadza do takiego zniechęcenia do życia, a wręcz odwrotnie.

EK – Tak. Chwilami mam wrażenie, że wymyka się to wszelkiej kontroli. Ale mimo wszystko zawsze bardzo chętnie zapoznajemy się z opiniami czytelników. Zwykle są bardzo konstruktywne. One pozwalają nam zrozumieć, jak organizować życie naszych placówek, by sprostać ciągle nowym wyzwaniom, dbać o naszych klientów i pozyskiwać nowych. Dodam, że wielu z nich szuka w naszych placówkach tego cennego spokoju i komfortu, który jest coraz rzadszy w naszym, wymagającym od nas czasem cudów, świecie.

MS – Czuje powracający smutek w Pani wypowiedziach. Myślę, że praca bibliotekarska ciągle nie wydaje się Pani wystarczająco doceniona przez społeczeństwo i to trochę Panią boli. Proszę się podzielić z nami swoimi obserwacjami. Może ważne jest, przy okazji tej rozmowy, wspomnieć o tym.

EK – Tak. To prawda. Włożyłam wiele pracy i zapału w działalność biblioteki – i teraz, i wcześniej, gdy była jeszcze biblioteką pedagogiczną. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Niczego nie żałuję, ale takie mam doświadczenia i refleksje po 40 latach pracy. To naturalna emocja.

MS – Nie zawsze to, co się zasieje, wyrasta, jak oczekiwaliśmy. Chyba każdy tego doświadczył. To wielka sztuka nauczyć się akceptować życie w swoich wszystkich odsłonach. Pisarze od zarania dziejów zgłębiają ten temat. Gdyby kobiety już wtedy dopuszczono to tego zawodu, może już dzisiaj mielibyśmy na to receptę?

EK – Być może. Wielu autorów poświęca temu tematowi swoje dzieła. Oni, i na szczęście One, piszą, a my czytamy. Tak wspieramy się nawzajem w tych poszukiwaniach sensu wszystkiego i w doświadczeniu - jakim jest życie.

MS – Na pewno nie jest Pani nudną bibliotekarką. Cieszę się, że obaliłyśmy ten stereotyp.

EK – Mam nadzieję, że nie zanudziłam Pani ani czytelników. Jeśli zachęciłam kogoś do czytania i odwiedzania naszej biblioteki oraz przybliżyłam pewne aspekty mojej pracy, to bardzo się cieszę. Książki to mój ulubiony temat.

MS - Do tego nikt z nas, z roku na rok, nie młodnieje. Książki natomiast, jak dobre wino, nigdy się nie starzeją - a to jest dobre towarzystwo na całe życie. Czy coś jeszcze chce Pani dodać? Może Pani podpowiedzieć jakąś radę tym, którzy zastanawiają się czy wybrać taką karierę na życie?

EK - Uważam, że bez pasji do książek i posiadania „miękkich“ umiejętności, lepiej nie planować sobie w niej życia. Bibliotekarka lub bibliotekarz muszą być czasem psychologiem i pedagogiem. Może dlatego przeważnie kobiety wybierają ten zawód.
Biblioteka dzisiaj musi być prężnym ośrodkiem kultury, ale też pozostać niezmiennie oazą spokoju i porządku. Digitalizacja to świetne organizacyjne rozwiązanie, ale do momentu kiedy jest prąd. Gdy go zabraknie, biblioteczny program komputerowy jest bezużyteczny. Wtedy tradycyjne katalogi papierowe są bezcenne, choć to przecież „przeżytek“. Jeśli jeszcze są w bibliotekach, to należy je wykorzystywać, choć ich uzupełnianie to dużo pracy. Wiem coś o tym. Postęp jest nieunikniony, ale nie „wylewajmy dziecka z kąpielą“. W pewnych aspektach biblioteka może i powinna być konserwatywna. Czy bity zastąpiły papier? E-book owszem, ale w podróży, na łonie natury i w domu - książka tradycyjna. Najważniejsze, by czytać. Ważne również, by biblioteka pozostała bezpłatna.

MS - Pożartować też trzeba, a dystans do siebie każdy powinien w sobie wypracować. Ja osobiście bardzo sobie cenię poczucie humoru i łagodne usposobienie u ludzi. Bez takich jakości życie jest trudne do zniesienia. Ale zawsze trzeba zacząć od siebie, a potem wymagać od innych.

EK – Dlatego tak się rozgadałam! ;-) Korzystam z okazji, by z humorem wyjaśnić i rozwiać stare, pokryte mchem mity. Na koniec powiem: mnie praca w bibliotece wzbogaciła w sposób, jakiego się nie spodziewałam. Nie zawsze było łatwo i lekko, ale na pewno było warto.

MS – Czuje się to w Pani głosie. Na szczęście korzystamy z platformy „Matki“, która pozwala nam na luksus przeprowadzenia tak wielowątkowej rozmowy, bez potrzeby ściśnięcia jej do długości krótkiej notatki dziennikarskiej. Neurotyczne skróty myślowe, które obowiązują dzisiaj w smartphonach czy mediach, często pozostawiają pustkę, niedomówienia i niedosyt. Naszą rozmowę pragnę zadedykować tym czytelniczkom i czytelnikom, którzy podzielają moją opinię i nie strach im czytać!

EK – To prawda, dzisiaj miejsce na teksty są bardzo ograniczone. Żyjemy w czasach niezwykle dynamicznych, niecierpliwych i zmiennych. Przez ostatnie 40 lat moja praca w bibliotece przechodziła różne etapy, dzięki temu nigdy nie była monotonna. Jako bardzo doświadczona bibliotekarka mogę wiele poradzić i nauczyć, tych którzy chcą zdobywać wiedzę w zakresie mojej specjalności. Przeszłam przez wszystkie szczeble kariery bibliotekarskiej: od młodszej bibliotekarki do dyrektorki. Każdego dnia znalazłam w tej pracy coś ciekawego, co wzbogacało moje życie. Za to ją kocham. Fortuny się nie dorobiłam, ale biblioteka była i jest dla mnie wielką lekcją i przygodą. Nie zmieniłabym tej pracy na żadną inną.

MS – Nasza rozmowa, choć w małym zakresie, potwierdziła i udowodniła jak monumentalnego osiągnięcia dokonały 100 lat temu dzielne wizjonerskie Kobiety, Sufrażystki i wspierający ich Mężczyźni. Dzięki tym bohaterkom/om historii mogłyśmy się dzisiaj spotkać i móc ją przeprowadzić. Wielki ukłon dla nich i chwała im za to. Wszystkie Panie wymienione przeze mnie w czasie naszej rozmowy mają życie pełne profesjonalnych satysfakcji oraz pasji i kochają książki. Wiem, że każda z nich łączy się ze mną w tej deklaracji.

Pani Ewo, jest Pani w bibliotece osobą bardzo szanowaną przez wszystkich, zarówno dyrekcję, jak i współpracowników – no i oczywiście nas czytelników. Pozwolę sobie w imieniu wszystkich wyżej wymienionych życzyć Pani dalszych sukcesów i wielu radosnych momentów w życiu. Wiem, że nigdy nie będzie Pani sama, bo kto kocha książki nigdy nie jest sam. Dziękuję za rozmowę.

EK - Dziękuję i zapraszam wszystkich do lektury i biblioteki.


Tekst i opracowanie Majka Schabenbeck
Prawa autorskie zastrzeżone 2018
Zabrania się zmieniania i kopiowania żadnej części powyższego tekstu bez zezwolenia autorki.